kiara666 | e-blogi.pl
Blog kiara666
Kolejny Rok... 2018-01-10

Hej,
kilka dni trwa już ten nowy 2018r. ponoć ma być lepszy od poprzednich, ponoć mam być szczęśliwa. Hmm a czym jest to szczęście? Owszem radość odczuwam i to nawet dość często ale czy można ją nazwać szczęściem? nie powiedziałabym... Teoretycznie smutek i żal po stracie okruszka jest już za mną, w praktyce myślę o tym co się stało prawie każdego dnia. Jest mi ciężko, wciąż staramy się o maleństwo ale nie jest łatwo, mijają kolejne dni, tygodnie, miesiące i już nawet lata.
W tym roku kończę 30 lat, kiedyś uważałam że w tym wieku będę miała już dwójkę dzieci, stabilną sytuację zawodową i mieszkaniową, dziś wiem że plany nie są moją mocną stroną. Mam męża, mieszkanie będzie jak wybudują (w tym roku kredyt hipoteczny) a dziecka jak nie było tak nie ma. Ja jestem coraz starsza nie młodsza i już powoli tracę resztki nadziei...
Dzisiaj mam kolejny "gorszy wieczór", siedzę i myślę, spać nie mogę, wspominam, płaczę. Po co? nie ma logicznego wytłumaczenia, Dlaczego? bo wcale mi nie przeszło i nachodzą mnie takie wieczory i noce, rzadziej ale jednak. Piszę o tym, bo to pomaga.
Dziękuję za poświęcony czas.
Życzę naprawdę Szczęśliwego Nowego Roku!! i spełnienia marzeń, zwłaszcza tych nie osiągalnych!


czuję że znów żyję... 2016-05-16

Od półtora miesiąca pracuję, choć już nie w żłobku lecz w sklepie odzieżowym, nie jest to praca moich marzeń i nie zamierzam tego robić dłużej niż to konieczne, ale do dzieci ciężko byłoby mi teraz wrócić, choć wciąż je kocham całym sercem i nie wyobrażam sobie życia bez dłuższego kontaktu z nimi (na szczęście mam maluchy w rodzinie i gdy mam ochotę mogę się z nimi pobawić). Dzięki pracy odżyłam, przestałam żyć tym co było, patrzę w w przyszłość.


Postanowiliśmy, że jak tylko wyleczę zęby to będziemy się starać o kolejne maleństwo, jestem pełna nadzieji, że tym razem wszystko pójdzie po mojej myśli, że zajdę w zdrową, prawidłowo rozwijającą się ciążę.Pewnie, że jestem też pełna obaw, jednak nie mam żadnych wątpliwości, chcę się postarać, bo jeśli tego nie zrobię, nigdy sobie nie wybaczę, że nie zrobiłam wszystkiego by co w mojej mocy by dopomóc szczęściu. Jęśli znów się nie powiedzie, to trudno, też jakoś się z tym uporam i wtedy dam sobie już spokój ze staraniami.


Moja lekarka uważa, że mamy bardzo dużą szansę na dziecko. I ja chcę jej wierzyć.


Pozdrawiam i proszę trzymajcie za nas kciuki :)


to już pół roku... 2016-02-11

Dziś mija równo 6 miesięcy od tego fatalnego dnia. To już pół roku odkąd nie umiem żyć normalnie. Wciąż nie śpię po nocach.


Zaczęłam wątpić w powodzenie tej firmy którą postanowiłyśmy założyć. Od listopada nie możemy we Wrocławiu znaleźć odpowiedniego lokalu... a gdy już coś znajdziemy to okazuje się że jest ponad nasze możliwości finansowe. W dodatku zwolniłam się z pracy i teraz jestem na utrzymaniu męża. Okropnie się z tym czuję, od 7 lat byłam niezależna finansowo a teraz boję sie robić zakupy. 


Jak sie człowiekowi w życiu sypie to wszystko naraz. Coraz częściej myślę że to wszystko na tym świecie jest tylko naigrywaniem się jakiegoś jegomościa będącego gdzieś tam w górze, z naszych dziwacznych poczynań i chwytania się wszystkiego co się da aby poprawić swój byt, a to czy się uda nie zależy wcale od nas ani od naszych wyborów, lecz jedynie od losu jaki został nam odgórnie przypisany.


Niestety przez ostatnie wydarzenia straciłam już nawet resztki wiary w to że na cokolwiek mamy wpływ. Zastanawiam się tylko na jaką chorobę przez całe swoje zas***e życie, staram się być jak najlepsza dla innych, pomagać jeśli tylko umiem, a w zamian od losu dostaję po tyłku... 


Mam już coraz bardziej dość tego świata, coraz mniej mnie tu trzyma... Już nawet nie umiem kochać tak jak kiedyś, nie czuje potrzeby bliskości fizycznej, a raczej obowiązek by nie zranić tego kto mi pozostał do kochania. Teraz nie mam poczucia bezpieczeństwa i nie czuję radości... Coraz mniej pragnień, a więcej rozczarowań. Czy takie życie ma wogóle sens? 


pozdrawiam...


Mój kochany okruszku.... 2015-11-03

Witam,
Jest listopad, miesiąc który rozpoczyna się odwiedzinami grobów bliskich nam osób, jest to smutne święto ponieważ tęsknimy za tymi którzy opuścili ten świat, chodź z drugiej strony wierzymy, że jest im teraz lepiej, nie cierpią już.

Mój najukochańszy okruszku, Ja i Twój tatuś bardzo za Tobą tęsknimy, do dnia dzisiejszego nie umiem się pogodzić z Twoją śmiercią, brakuje mi Ciebie, chodź nigdy nie mieliśmy okazji się poznać ani nawet zobaczyć. Kocham Cie i zawsze będę Cię kochać, jesteś moim wymarzonym dzieckiem, pierwszym, wyczekiwanym i zawsze nim będziesz nawet wtedy gdy na świecie pojawi się już Twoje rodzeństwo, zawsze będę pamiętać i co roku na cmentarzu zapalimy świeczkę za Twoją duszyczkę. Kocham Cię - Twoja mama.


Dnia 2.11.2015r. odeszła od nas również sunia, Aza która przeżyła z nami 16 lat.  Wybrałam spośród kilku innych piesków, od razu jak tylko ją zobaczyłam wystająca z kartonowego pudełka poczułam, że musi wrócić z nami do domu, miałam 11 lat i bardzo musiałam się napłakać i naprosić by rodzice wybrali właśnie ją, malutką, łaciata kulkę. Niestety miała raka i zaczęła się już męczyć, i wypróżniać pod siebie, więc pani weterynarz skróciła jej męki. Oczywiście wydarzenie to nie obyło się bez moich łez, mimo że nie byłam tam razem z nią, nie dałabym rady.


Kiedyś uwielbiałam jesień, chodzić na spacery, zwłaszcza po parku, teraz jest mi lepiej w domu. Nie mam na nic ochoty, snuję się po domu z kąta w kąt. Staram się czytać, ale nie umiem się na zbyt długa skupić na książce i po kilkunastu minutach robię przerwę na kilka godzin.
W czwartek idę do psychologa, mam nadzieję, że to mi ułatwi powrót do tak zwanej normalności.

Pozdrawiam.


Jest już lżej... 2015-10-14

Witam serdecznie  ;)
Pogodziłam się już ze swoja stratą, jest mi lżej na sercu choć nie mogę powiedzieć że jest super... żal pozostał...


Najgorsze są te bezsenne noce. Kładę się do łóżka wyczerpana całym dniem a sen w ogóle nie nadchodzi, czasem myślę faktycznie o tym co się stało, choć nie powoduje to u mnie już potoku łez. Ale w głównej mierze brak snu nie jest związany z natrętnymi myślami, zwyczajni kręcę się z boku na bok i w końcu zasypiam, choć nie zależnie od tego ile godzin spędzam na spaniu wciąż wstaję niewyspana. Czuje zmęczenie fizyczne nawet po nie wielkim wysiłku typu spacer lub zakupy gdzie wcale ich nie dźwigam. Bo w końcu nie mam na razie prawa podnosić niczego cięższego niż kilogram, a do pół roku nic co warzy więcej niż 3kg. Jest to uciążliwe ale nie niemożliwe.


Mam dla kogo żyć, mam też swoje cele w życiu jednak pragnienie dziecka odłożyłam w tej chwili na bok, bo o ile pragnę mieć dziecko z mym mężem, to cholernie boje się być w ciąży. Strach przed powtórnym przechodzeniem traumy jest naprawdę ogromny. Z jednej strony wiem, że to nie jest racjonalne, jednak doszukuję się również pozytywów tej że decyzji. Wiem że dziecko które za kilka lat urodzę (może dwa lub trzy lata miną do tego czasu) nigdy nie powie mi że go nie kocham bo jest w zastępstwie za to które na świat przyjść nie mogło.


Jestem pełna pozytywnych myśli i postanowiłam dokonać poważnych zmian w swoim życiu, bo jak nie teraz to zrobię to kiedy? Już mam swoje lata i pora przestać być zależną od wszystkich dookoła. Postanowiłam wraz z moją bardzo dobrą koleżanką otworzyć własną firmę, na razie nie zdradzę jaka to firma by nie zapeszyć. Byle do wiosny ;)


Trzymajcie proszę za mnie kciuki.


Z poważaniem i dziękuje za cierpliwość w czytaniu tych moich żali.


Każdy dzień wygląda tak samo. 2015-09-30

W nocy nie mogę długo zasnąć. Zasypiam między 4 a 6 rano... męczy mnie to. Już nawet nastawiam sobie budzik na rano by wstać i kolejnej nocy spać ale nie działa... sypiam po 3-4 godziny a i tak zasnąć nie mogę, jak mi nie przejdzie do wizyty u lekarki to poproszę ją o coś na sen, bo w końcu się wykończę. Pisze też prace magisterską, ale idzie mi bardzo bardzo ciężko. Mam dopiero pierwszy rozdział a w weekend powinnam wysłać promotorce już całość bo 29 października mam obronie. Jedna wielka masakra.


Z mężem już się nie kłócimy ale nie ma między nami intymności, mam nadzieję że z czasem wróci, on teraz dużo pracuje i wraca zmęczony, zje obiad posiedzi góra 2 godziny i kładzie się spać. Ostatnio chciałam obejrzeć jakiś film to przytulił się do mnie i zasnął zanim rozwinęła się akcja. Mam jeszcze nadzieję że wszystko się ułoży.


Ze stratą maleństwa już się pogodziłam, wcale nie jest lekko i nadal o tym myślę co dzień a zwłaszcza jak widzę blizny, ale wiem że tak po prostu musiało być, nie wiem czemu ale los tak chciał. Wielu rzeczy na tym świecie nie da się zrozumieć, ani w żaden sensowny sposób wyjaśnić ale tak się dzieje i już. Wiem że nie ja jedyna jestem w takiej sytuacji i nie jest to żadnym pocieszeniem, ale współczuje wszystkim których spotkało to co mnie lub coś podobnego. wiem że niektórzy mają gorzej.Mój brat z żoną stracili dwójkę dzieci, mają przecudowna trzyletnia córeczkę i synka w drodze, trzymam za nich kciuki.


Pozdrawiam wszystkich. 


czas mija... 2015-09-16

Witajcie...


Dziś minął kolejny tydzień... Wcale nie jest mi lżej... Od jakiegoś czasu znajomi i rodzina przestali mnie pytać jak się czuję, jak się trzymam i czy daję radę, więc owszem jest łatwiej stwarzać pozory normalności i stabilizacji psychicznej. Wciąż jednak nie sypiam po nocach, rozmyślam, tęsknie. Serce mi pęka gdy widzę niemowlęta na zdjęciach które znajomi dodają na fb, ostatnio oglądałam na tvp program o wcześniakach i przepłakałam cały jednocześnie współczując i zazdroszcząc tym rodzicom. Współczułam bo maluszki w inkubatorach z po podłączanymi aparaturami ale z drugiej zazdrość, że mogą je zobaczyć, dotknąć i że ich dzieci żyją i za jakiś czas wrócą z nimi do domu, że mogą je przytulić za jakiś czas, a ja zostałam pozbawiona tej szansy. Wiem doskonale że nie powinnam się nad sobą użalać, że są osoby które są w znacznie gorszą sytuację, ale co z tego że niby to wiem skoro czuję co innego.


Nawet z mężem już nie rozmawiam na ten temat, bo każda rozmowa jest trudna i kończy się tak samo. Co najgorsze czuję że się od niego coraz bardziej oddalam, nie mam ochoty na żadne czułości, staram się ale nie zawsze mi wychodzi. pozwalam się przytulić ale aż mi sprawia ból fizyczny jak dotyka mojego brzucha, stał się on moją strefą bardzo intymna i nie mogę znieść nawet najdelikatniejszego dotyku. Nie wiem czemu się tak dzieje. Mam nadzieję że z czasem się wszystko unormuje bo jest mi z tym bardzo ciężko.


Może ktoś wie co może mi pomóc? czy są jakieś sposoby by ta bliskość powróciła?


Pozdrawiam i dziękuje za uwagę.


 


po pierwszej kontroli 2015-09-07

Witam serdecznie,


W piątek byłam u swojej ginekolożki na pierwszej kontroli, okazuje się, że wcale nie jest dobrze, nie mogę podnosić nic co jest cięższe niż 1kg przez trzy miesiące, a uwierzcie to wcale nie jest łatwe, nawet nie mogę podnieść butelki 2 litrowej żeby sobie nalać pić... A nie można dźwigać przez pół roku bo w brzuchu w miejscach zrostu może pojawić się przepuklina a to wiąże się z kolejną operacją. Mało tego, znalazła u mnie na lewym jajniku krwawą torbiel, na razie mam się nie martwić (łatwo powiedzieć...), bo może się sama wchłonie w ciągu dwóch miesięcy a jeśli nie to o ile będzie na tyle mała to najpierw leczenie farmakologiczne a jak nie to znów operacja.


Ja już nie mam do tego wszystkiego siły, to dopiero sam początek a ja już mam tego wszystkiego serdecznie dość.
Powiedziała mi również że po upływie 3 miesięcy od operacji (o ile torbiel zniknie) możemy znów podjąć starania o dziecko, ale ja nie wiem czy nadal chce, czy to wszystko mnie nie przerasta. Cholernie się boję, że znów będzie to samo, zwłaszcza  że ryzyko wzrosło o 20% niby to nie jest dużo al;e jednak. Nie daje mi to spokoju.


Mój mąż nie naciska, ale wiem że bardzo by chciał znów spróbować, jego rola jest jakby łatwiejsza, fakt przeżywa to równie silnie jak ja, ale nikt go nie kroi, nie gania po lekarzach nie kluje wciąż. Żaden mężczyzna nie jest wstanie sobie wyobrazić jak to jest, nawet jakby bardzo chciał.


Nie wiem co mam dalej robić, wiem że ostatnio odpycham go od siebie, nie daje się już tak przytulać ani całować jak kiedyś, rozmawialiśmy kilkakrotnie na ten temat ale wciąż nie umiem się przełamać, obawiam się intymności i bliskości. Nie wiem dlaczego się tak zachowuj, samą mnie to niepokoi. Zaczynam się coraz częściej zastanawiać nad wizytą u psychologa, bo nie jestem w stanie sama sobie z tym poradzić a bardzo bym nie chciała żebyśmy zaczęli się od siebie oddalać. Teraz mamy tylko siebie.


Pozdrawiam


jakoś trzeba sobie z tym radzić 2015-09-01

Witam serdecznie,


Dzisiaj znalazłam sobie nowe zajęcie dzięki któremu tak dużo nie rozmyślam, nie wiem jak tylko jak długo będzie mi się chciało grać. Zaczęłam grać w simsy tak dla zabicia czasu i myśli. Jak byłam nastolatką to lubiłam w nie grać.


Byłam też dzisiaj u fryzjera, ścięłam włosy na bardzo krótkie, a miałam długie, takie do połowy łopatki, jednak postanowiłam je ściąć bo od operacji zaczęły mi straszliwie wypadać, każdego wieczora ze szczotki wyjmowałam garść włosów, gdzie wcześniej mniej wyjmowałam po jakiś 3 tygodniach.


Zaczynam za to mieć już dosyć, że nie wszystko mogę jeszcze koło siebie zrobić, bardzo współczuję osobom dotkniętych przez jakąś niepełnosprawność, ja przynajmniej wiem że w moim przypadku jest to czasowa niemoc która minie.


Pozdrawiam


po operacji... 2015-09-01

Witam serdecznie,


Po operacji bolał mnie brzuch więc oprócz normalnej kroplówki dostałam 3 dawki leków przeciwbólowych, one trochę ogłupiają umysł, więc aż do wieczora leżałam w sumie o niczym nie myśląc. Około godziny 22 przyszła położna dała mi i innym sucharki do zjedzenia i później pomogła mi wstać i pójść do toalety, szłam ledwo ledwo, nie dość że szwy mnie ciągnęły i było mi słabo to jeszcze strasznie kręciło mi się w głowie, potem się umyłam i przebrałam w czystą szpitalną koszulę a następnie położyłam. Dość szybko zasnęłam, ale co rusz to się budziłam i za którymś razem jak się obudziłam jak położna przychodziła do innych pacjentek po operacjach, to już nie mogłam zasnąć i dotarło do mnie co właściwie się stało, czułam się podle.Zastanawiałam się po co mi to wszystko było, po co w ogóle próbowaliśmy, gdyby nie to nie było by tego całego cierpienia. Miałam do siebie pretensje za to jak do tej pory żyłam, jak nigdy nie zwracałam uwagi na to co jem, co robię i czy kiedyś w przyszłości nie wpłynie to na mój stan zdrowia czy właśnie na problemy z zajściem w normalną ciążę. Ale tak naprawdę czy ktokolwiek będąc dzieckiem lub nastolatkiem myśli o tym co będzie w przyszłości? zapewne nie, wtedy żyje się chwilą i robi różne głupoty za które może kiedyś słono zapłacić. Ja tak naprawdę nie wiem na tą chwilę co było przyczyną ciąży ektopowej i nie wiem czy kiedykolwiek się dowiem.


Następnego dnia rano zajrzeli do mnie lekarze i powiedzieli że jeśli będę miała dobry wynik morfologii to wyjdę do domu. Na całe szczęście wynik okazał się dobry jedynym zaleceniem było branie żelaza. Wypis dostałam około południa, bardzo się cieszyłam że będę mogła spać we własnym łóżku i dzięki temu szybciej dojdę do siebie. Dostałam ze szpitala miesiąc zwolnienia z pracy, w piątek idę do kontroli do mojej lekarki zobaczę co mi powie, co dalej ze mną będzie... W szpitalu mi powiedzieli że przez około pół roku nie wolno mi nic dźwigać ani zajść w kolejną ciążę, zresztą chyba bym nie chciała tak szybko. Tak na dobrą sprawę nie jestem pewna czy jeszcze kiedyś się zdecyduję, na tą chwilę strasznie się boję, że może się to powtórzyć a nie wiem jak bym przeżyła drugą taką tragedię. Na razie nie podejmuje żadnych decyzji z tym związanych i niczego nie planuje... szkoda nerwów.


Pierwszy tydzień po szpitalu był bardzo ciężki zarówno fizycznie jak i psychicznie, wyjście nawet do łazienki było dla mnie problemem, ale każdego dnia nabieram więcej siły. Do dzisiaj szybko się męczę, muszę uważać jak wstaję i nie mogę się schylać - najtrudniej jest jak coś upadnie a ja nie mogę tego podnieść. Teraz jestem już prawie trzy tygodnie po operacji i wciąż nie doszłam do pełnej sprawności i na spacerach szybko się męczę oraz bardzo powoli chodzę, ale naprawdę nie jest źle. Nadal jestem na diecie lekkostrawnej oraz dużo w ciągu dnia leże i wypoczywam, ale zaczęłam gotować już tydzień temu.


W nocy bardzo źle sypiam, budzę się po kilka razy. Ciągle śnią mi się jakieś głupoty, często koszmary związane z utratą dziecka. Ostatnio miałam sen że urodziłam śliczną córeczkę, karmiłam ją a potem odłożyłam do łóżeczka, jak poszłam ją wziąć z powrotem to już jej tam nie było, płakałam przez sen, obudziłam się z mokra poduszką. Ponoć czas leczy rany, niby to wiem, ale nie czuje puki co ulgi. Z początku rozmawiałam na ten temat z mężem, z mamą i z siostrą i nawet z bratem bo się interesował tym co przeżywam, ale teraz wszyscy mnie zostawili z tym samą. Ilekroć poruszam ten temat to mąż mi mówi, że rozmowa na ten temat jest dla niego zbyt trudna i woli o tym po prostu nie mówić to jest mu lżej. W sumie to rozumiem, bo każdy żałobę przeżywa na własny sposób. Jedyne co mnie wkurzało to jak na początku każdy czy to koleżanki czy rodzina mówili mi że mam się nie martwić że wszystko będzie dobrze, że jakoś się ułoży podczas gdy ja doskonale wiem że w tej sprawie nie będzie nigdy dobrze, że to maleństwo nie przeżyło i nigdy nie przyjdzie na świat. Może i jeszcze kiedyś dane mi będzie urodzić ale tak czy inaczej to i tak nie będzie już to dzieciątko tylko inne. Ja wiem, że nigdy o nim nie zapomnę i zawsze będę kochać bez względu na to ile trwała ciąża i że nie była prawidłowa.


No cóż taki już jest ten mój los, miałam pecha nic innego jak tylko pecha, teraz nie pozostaje mi nic innego jak się z tym pogodzić tylko że to nie jest proste i nie bardzo wiem jak mogłabym to zrobić, każdego dnia o tym myślę, czy to rano czy wieczorem. A najgorzej jest jak widzę w telewizji lub w internecie takie maluszki niedawno urodzone. Wiem, że to zazdrość, bo ja bardzo zazdroszczę wszystkim kobietom którym udało się zajść w prawidłową ciążę i urodzić zdrowe dziecko.


Dziękuję za uwagę, pozdrawiam i życzę powodzenia!


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]